Pogawędka z Neilem Gaimanem

Tori odbyła wczoraj ciekawą (i publiczną!) pogawędkę ze swoim przyjacielem, pisarzem Neilem Gaimanem na temat komiksów – był to jednak jedynie pretekst do bardzo ciekawej rozmowy. Dzięki użytkownikowi youtube seputus możemy ją obejrzeć i wysłuchać. Najnowsza powieść Gaimana „Ocean na końcu drogi”, która częściowo powstała w domu Tori na Florydzie, jest dostępna po polsku.

5 thoughts on “Pogawędka z Neilem Gaimanem

  1. I tym razem nie doszło do spotkania Tori z AFP – Amanda odwołała swoją obecność przedwczoraj. Oczywiście, ma to swoje obiektywne (i niestety, poważne) powody, ale tajemniczo wpisuje się w moją małą „teorię” o tym, że dziwnym trafem, obie Panie nie mogą się (przynajmniej publicznie) spotkać :D What the heck?

    • Chyba coś przegapiłem bo nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą Amandą Palmer. Jakie są między nimi powiązania? O co chodzi z tym, że się nie mogą spotkać? A dlaczego mają się spotkać? Czego się doszukiwać?

    • Tori coś ten teges z Neilem w latach 90-tych co nie? ;) Nie dziwiłbym sie gdyby unikały spotkania… byłoby trochę niezręcznie. Tak mi sie wydaje – ja bym sie czuł dziwnie siedząc obok mojej byłej miłosci z jej/jego nowym partnerem.

  2. Oglądam właśnie nagranie ze spotkania. Geek orgasm – Tori i Neil podczas jednej, długiej, w zasadzie bezpośredniej rozmowie. Najważniejsza Artystka i najważniejszy Pisarz w moim życiu, naraz – nie trudno się domyślić, że to dla mnie osobista msza ;)

    Treść niesamowita (część o wizycie Neila w Libanie, w obozie uchodźców z Syrii sprzed kilku dni…), ale poza podkreśleniem z nawiasu, pozostawiam każdemu do przesłuchania (gdyby tylko uploader usunął szumy, zajmuje to kilka minut, nim uszy „dokalibrują się” i słowa docierają bez przeszkód).

    Zwrócę natomiast uwagę na pewne detale, które rzuciły mi się w oczy. Od razu uprzedzam, że to bardzo osobiste spojrzenie na nagraną rozmowę, więc może być „przynudzające” dla innych, którzy nie mają tak osobistego stosunku do Tori (są tu tacy?) i Neil’a ;)

    Sposób, w jaki Tori przez sekundę dotyka ramienia Neil’a w kilku trudniejszych momentach rozmowy (wspomniana wizyta w Libanie, między innymi) – to jak „kopnięcie” wsparcia, ciepła, zrozumienia. Aż „bije” z ekranu – zazdroszczę Neilowi posiadania tak dobrej przyjaciółki.

    Różnica w „prezencji” Tori i Neila. U Tori, każdy gest, spojrzenie, tembr głosu, jest dokładnie przemyślany. Szczery, ale „uwydatniony” – w sposobie w jaki Tori mówi, porusza się, gestykuluje, jest coś, co sprawia, że „aura” zdecydowania, zaangażowania, pewności siebie wręcz promieniuje. Tori wspominała, jak nauczyła się tego po wydaniu Little Earthquakes, przy okazji komentarza do DVD Live from Montreux Jazz Festival (pierwszy koncert był supportem tuż przed wydaniem LE, drugi całkowicie własnym występem po ukazaniu się płyty) – o tym, jak w kontaktach publicznych przestała być nieśmiałą „dziewczynką”, która nie zna jeszcze „medialnych sztyletów”. Innym momentem, gdy sprawa (pozytywnej) autokreacji Tori została poruszona, był jeden z polskich wywiadów, przeprowadzonych w domu Tori – redaktor zdradził trochę „kuchni”, zwracając uwagę na różnice w rozmowie z Tori przed włączeniem mikrofonu i po. Przed – ciepła, otwarta, ale całkowicie „zwyczajna” – bez cienia „gwiazdorskiego zadęcia”. Po – to samo, ale zmienia się tembr głosu, sposób spojrzeń, akcenty w słowach, podkreślające treść tego, co ma do przekazania. Na „wizji”, mamy do czynienia z Królową, ciepłą i dobrą, ale inną, bardziej zdecydowaną i „dookreśloną” niż prywatna Tori.

    Nie piszę tego jako forma krytyki – doskonale rozumiem po co Tori taka forma „autokreacji” – podkreśla to Jej przekaz, zwraca większa uwagę na to, co chce nam przekazać. To „autokreacja” w dobrym stylu – nie kładzie nacisku na samą osobę, ale na sprawy, które ta osoba porusza. Sam staram się kreować podobną „aurę” zaangażowania i pewności, gdy kontaktuje się z różnymi organizacjami (zwłaszcza, jeżeli jako wolontariusz, przedstawiam ten czy inny pomysł na społeczną/charytatywną akcję ludziom, którzy w życiu o tym nie słyszeli – urzędnikom, na przykład ;) Niejako „wymusza” to większe skupienie i profesjonalizm z ich strony, żeby nie powiedzieć „stawia na baczność”.)

    Tym bardziej, nieco zazdroszczę Neil’owi całkowitej naturalności podczas tego spotkania. Poza podstawowymi zasadami kontaktu z większą liczbą odbiorców (lekka praca głosem, by mówić wolniej i wyraźniej), ten człowiek zdaje się zachowywać dokładnie tak samo, jak mógłby w sobotnie popołudnie, we własnym domu, popijając herbatę na ganku. Kompletnie nie zwraca uwagi na autoprezencję – zero „telewizyjnego” makijażu (w przeciwieństwie do obu Panów z British Library, którzy, jak się zdaje, przewidywali, iż spotkanie będzie nagrane), mimo poparzonej skóry, po dniach spędzonych na Bliskim Wschodzie. Zero znaczących spojrzeń w stronę publiki, gdy mówi coś ważnego do swojej Rozmówczyni. Kompletny brak przejmowania się idiotami z komentarzów na youtubie, mówiących, że wygląda jak „homeless guy”. (zdarzyło się nie raz, przy innych nagraniach). Cały „autorytet” i waga pochodzenie z tego co mówi, z Jego opowieści.

    Dwa całkiem inne podejścia do przekazywania treści, a efekt równie mocny i ważny, w obu przypadkach. Niemniej, muszę przyznać, iż widząc naturalność Neil’a, zaczynam się zastanawiać – czy, gdy sam „wzmacniam” swój przekaz wiedzą o mechanizmach, w jaki ludzie odbierają przekazującego, oznacza to jedynie „pozytywną wartość dodaną” do tego, co chce przekazać? A może nie jestem tak pewien treści którą przekazuję, że muszę ją wzmacniać? Czy całkowicie naturalny przekaz – jak u Neil’a – jest jedynie znakiem, iż przekazujący nie jest „zwierzem scenicznym” (Neil, „schowany” za książkami które pisze, „kontra” Tori, występująca na scenie), czy jednak jest dodatkową wartością, „wyższym” poziomem szczerości?

    Znakomity materiał, na bardzo wielu poziomach – polecam obejrzeć, absolutnie każdemu.

    /Estel

  3. // Edit
    A jeżeli ktoś chciałby usłyszeć *świetną!* i dłuższą wersję opowieści o świętym heretyku, którą Neil wspomniał (w drugim video), to można ją znaleźć na płycie „An Evening with Neil Gaiman and Amanda Palmer”. Polecam! Znacie to uczucie, kiedy Tori zaczyna grać jakiś utwór na koncercie, a wy już wiecie co to będzie, przed „resztą” publiki? Miałem to samo, gdy tylko Neil wspomniał, że lubi też niektóre historie prawdziwych świętych – od razu pomyślałem o tej historii… Osobisty moment puchnięcia z dumy ;)

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s