Kolejna część wywiadu

Zapraszamy także do obejrzenia klipu wideo, w którym Tori mówi wracaniu i nawiązywaniu do wcześniejszych dokonań, które powinny inspirować artystów.

6 thoughts on “Kolejna część wywiadu

  1. Tori mówi „To nie praca. Tworzenie sztuki nie może być pracą”. Co ciekawe … widziałem ostatnio wywiad z Amandą Palmer która wypowiada się na ten sam temat i mówi : „to praca jak każda inna”. Ciekawa rozbieżność poglądów. Subiektywnie … To właśnie takie podejście Tori wyróżnia ją na tle innych artystów. Emocjonalność i szczerość przekazu wydaje mi się prawdziwsza i nie wymuszona.

  2. Jeżeli mówimy o tym samym wywiadzie, Amandzie chodziło raczej o pokorę do tego co robi („Quit bitching on your blog, and stop pretending art is hard”, brak poczucia „wyższości” nad „zwykłymi ludźmi pracy”. Myślę, że w tym sensie, Panie by się całkowicie zgodziły.

    Ciekawy jest również kontrast pomiędzy tą (nieco wyrwaną z kontekstu) wypowiedzią – to Amanda wydaje płyty bardzo nieregularnie, z wieloletnimi przerwami pomiędzy, a Tori, chociaż nie traktuje tego jako pracę, ma cykl wydawniczy jak w zegarku :D Nie sugeruję tu nieszczerości – po prostu, Tori jest bardzo „płodną” artystką – niemniej, ta powtarzająca się, dwuletnia rozpiska płyta-trasa-odpoczynek rinse&repeat bardziej pasowałaby mi do „pracy” etatowej.

    /Estel

    • Fakt ;) Wypowiedz trochę wyrwana z kontekstu ale mimo wszystko w tym samym wywiadzie mówi ,że trzeba po prostu usiąść na du*ie i to zrobić, że można nawet nie czuc pasji do tego co się robi.Wydaje mi się ,że tworzenie jest dla niej dość mechaniczne (bardziej mechaniczne niż dla Tori). Byc może to subiektywne odczucie jest spowodowane innym tonem wypowiedzi obu pań, nie przeczę ;)

      O ;) I muszę stanąć w obronie Tori ;) Przerwa miedzy Scarlet a The Beekeeper to 3 lat. Przerwa między AATS a MG to kilka miesięcy. Następnie wydanie albumu inspirowanego muzyką klasyczną, celebracja dwudziestolecia kariery – Gold Dust (tylko rok pomiędzy albumami), musical i wreszcie po kolejnych 5 latach zupełnie nowy materiał. Myślę że Tori jest wyjątkowo aktywa jako kompozytorka i pisarka i właśnie to musi znaleźć ujście w różnych projektach stąd częste wydawanie albumów (ale nie nazwałbym tego cyklem ) ;)

      • Bo to bardzo dobra Pani Biznesmen z tej naszej Torinki….Nie oszukujmy się. Jako fani nie możemy narzekać na ubogość wydawniczą bo przecież musimy mieć wszystko. Ona wie, że większość z nas to kolekcjonerzy co przy Jej sporej płodności artystycznej jest wykorzystywane biznesowo. Coś ostatnio przy moim uwielbieniu rodzi się mały bunt na to wszystko, zbyt mały jednak bym przestał wydawać na Tori pieniądze…Ale zaczyna mi się coś bardzo nie podobać…

  3. Tori lecąca na kasę ? Nie no :)
    Jeśli zależałoby jej na pieniądzach czy komercyjnym sukcesie nie leciałaby w klasyczne motywy. Wróciłaby do „starej Tori” która odnosiła większe sukcesy i za którą większość fanów tęskni. mimo tego brnie dalej w swoim osobliwym kierunku a ,że na tym zarabia to … Myślę ,że przywiązuje większą wagę do bycia szczera artystką niż zarabiania kolejnych milionów. Kilka lat temu (o ile dobrze pamiętam) Tori była na 27 ? miejscu na liście najbogatszych kobiet w show biznesie. Byłoby jej mało ?

    Jedyne w co jestem w stanie uwierzyć to to ,że ktoś (wytwórnie jak Deutsche Grammophon czy National Theatre) może chcieć wykorzystać ową aktywność Tori przy świadomości ,że się to po prostu sprzeda. Stąd zaproszenia np.do nagrania klasycznego albumu. Nie mniej jednak Tori angażuje się w każdy projekt z wielką pasją (i mam wrażenie ,że ze szczerością) więc ostatecznie nie wiem czy jest w tym coś złego.

    ;)

  4. Ale za to pomiędzy SLG a SW był tylko rok :D Ogólnie zgadza się, nie jest to „żelazna” regularność – po prostu płyta co dwa lata to „standard” i po uśrednieniu (-składanki) też tak wychodzi. Niemniej, zgadzam się, że u Tori to raczej chęć tworzenia, niż potrzeba finansowa. Nie sądzę, żeby nawet jeden utwór powstał z „pogoni za kasą”.

    Co innego fakt, że agenci/marketingowcy/sama Tori ma zmysł biznesowy w sprawie tego, co *po* stworzeniu z utworami się dzieje – patrz wersje de luxe które nie porażają treścią, „specjale” dla iTunes (a fuj!), zabawy typu brandowany aparat fotograficzny itp. Stawiam tu na wersję dobrych agentów/marketingowców, bo jakoś Tori dnie pasuje mi do osoby ślęczącej nad słupkami w arkuszu kalkulacyjnym ;) (chociaż, gdyby okazało się, że to zmysł samej Tori, nie czułbym się rozczarowany/wykorzystywany/etc) Zdaje się, że osoby za to odpowiedzialne idealnie balansują w punkcie, w którym działalność wydawnicza przynosi jak najwięcej zysków, jednocześnie nie przekraczając cienkiej granicy „wkurzenia” fanów (rafał odczuwa to, zdaje się, na sobie – coś tam wyczuwa, ale nie na tyle, by się „zbuntować” i przestać kupować ;) ).

    Koncerty to kompletnie inna bajka – tu działalność marketingowców zdaje się być ograniczona do niezbędnego minimum, na co Tori daje „niezliczne” przykłady (jak wywalanie z koncertu nudzących się VIP’ów, rezerwowanie „najpierwszych” rzędów dla fanów poprzez „upgrade” biletów, etc). Zresztą, zdaje się, że fani Tori poszliby na koncert nawet, gdyby odbywał się w szopie pod przysłowiowym Pcimiem i był ogłaszany jedynie pocztą pantoflową niczym Ninja gig :)

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s