Nowinki

Dziś krótko po północy na antenie radiowej Trójki, pan Piotr Kaczkowski dokonał premiery singla „Trouble’s Lament” (dzięki Klaudia i Estel!).

Ponadto singiel w wersji cyfrowej można już zakupić na iTunes i Muzodajni, a w bezstratnym flacu na gaude.pl.

Za to pod Czytaj dalej znajdziecie przetłumaczoną notkę prasową albumu Unrepentant Geraldines – a w niej sporo nowych informacji!

Tori Amos ukryła się. Odkrywała głębię świątecznych tradycji podczas poruszającej zmysły podróży uchwyconej na albumie Midwinter Graces z 2009 roku. Podróżowała w czasie przez 400 lat muzyki klasycznej podczas odysei urzeczywistnionej na nagraniach z pierwszej płyty dla Deutsche GrammophonNight of Hunters (2011). Odwiedziła także swój własny katalog, nadając mu nowy, orkiestralny kształt na Gold Dust z 2012 roku.
Tori Amos ulokowała się także w galerii, za sceną, wyglądając nerwowo zza kurtyny – urodzona w USA, mieszkająca w Kornwalii piosenkarka i kompozytorka spędziła większość 2013 roku współtworząc musical dla londyńskiego National Theatre pt. The Light Princess. Przyznaje, że musiała uciec od przeszłości, od norm, od swojej ugruntowanej drogi muzycznej.
„Po roku 2009 zaangażowałam się w trzy albumy o nieco innej stylistce. Musiałam odejść od współczesnego komponowania. Musiałam zrobić coś innego jako autorka. Pamiętam, będąc w trasie w Polsce w 2009 roku, zwróciłam się do muz i powiedziałam: ‚Muszę zrobić coś innego!’ Czułam się wypalona w swoich zdolnościach, w swojej inteligencji! Byłam na krawędzi! Ślizgałam się. Nie mogłam już tworzyć w ten sam sposób.”
Jednakże te trzy różnorakie projekty muzyczne, razem z pierwszym projektem teatralnym na taką skalę, wywołały nową reakcję wewnętrzną. Z mieszanki ambicji, oderwania i wyobraźni narodził się czternasty album studyjny Tori Amos – Unrepentant Geraldines.
„Kobiety mówiły mi o poczuciu uwięzienia, o którym opowiadam na tej płycie. Byłam wolna pisząc ten materiał. Mogłam jednak być tak wolna tylko dzięki tym innym trzem projektom i pracą nad The Light Princess, pisząc dla innych głosów, innych ludzi, innych artystów; pracując z orkiestrą, z oktetem, z polskim kwartetem… Współpracowałam z setkami ludzi w ciągu ostatnich trzech czy czterech lat. Trochę to szalone! Kiedy myśli się o National Theatre, przychodzi do głowy armia ludzi sceny, z którymi współpracujesz na co dzień.”
Ta energia jest skupiona, ześrodkowana i skoncentrowana na żywym i barwnym albumie Unrepentant Geraldines. To dzieło, w którym Amos raz jeszcze ukierunkowuje się na pisanie zręcznie pobudzającego wyobraźnię i błyskotliwie melodyjnego kameralnego popu. Można rzec, że to wiersze przypominające baśnie i oddziałujące na duszę.
„Skończyłam 50 lat i wiele osób pomogło mi dostrzec w tym szansę, którą chwyciłam obiema rękami. Piosenka ’16 Shades of Blue’ mówi o starzeniu się widzianym z wielu perspektyw. Kiedy zaczęłam się w to zagłębiać, dowiadywałam się od kobiet w różnym wieku, że upływ czasu był dla nich trudnym tematem. Nieważne, czy rozmawiasz z 15-latką, która czuje presję wyboru kariery, czy 33-latką, która boi się, że nie awansuje, jeśli zacznie myśleć o założeniu rodziny. Wszystkie czują presję upływu czasu.”
To odkrycie poprzedziło inne, które przemówiło do Amos jako miłośniczki sztuki i autorki, dając jej nowe, wyraźniejsze spojrzenie na życie. Z niego zaczerpnęła tytuł nowego albumu.
„W zeszłym roku odkryłam Cézanne’a. Nigdy przedtem do mnie nie trafił. Całe życie starałam się wsłuchiwać w sztukę i artystów. Pewnego dnia, przeglądając książkę, natknęłam się na ‚Czarny zegar’ Cézanne’a i usłyszałam go. Znany był z używania co najmniej 16 odcieni błękitu. Również w zeszłym roku odkryłam rycinę Daniela Maclise’a, XIX-wiecznego irlandzkiego artysty, przedstawiającą skruszoną kobietą o imieniu ‚Geraldine’. Pokazał mi ją znajomy malarz. Powiedział, że muszę ją mieć na ścianie. Kiedy ją zobaczyłam, przypomniały mi się obrazy ‚Pokutująca Magdalena’ Seghersa, de la Tour i Tycjana, i to wszystko, przez co kobiety musiały przejść na przestrzeni wieków, i jak ich seksualność była oceniana i hańbiona.”
 „Zaczęłam myśleć o religii i świecie w XXI wieku, czy większość kobiet może szczerze twierdzić, że ich duchowy i świecki aspekt są całkowicie zintegrowane. Kobiety, z którymi ja rozmawiałam w wielu krajach, opowiadały o swoistych przegródkach, że ich duchowe ja jest jedną szufladą chronioną przed ich ja seksualnym, żyjącym we własnej, odłączonej sferze. Musi istnieć sposób, dzięki któremu my jako kobiety mogłybyśmy zespolić nasze duchowe i zmysłowe ja. One są przecież zgodne.”
Amos pisała także z punktu widzenia matki. Urzekający utwór „Rose Dover” – królowa z połowy lat 70-tch spotykająca Joni Mitchell – to muzycznie ryzykowna, ale emocjonalnie kojąca kołysanka dedykowana 13-letniej córce.
„Tash jest wielkim źródłem inspiracji tej płyty. Śpiewa ze mną w utworze ‚Promise’. Kiedy była młodsza, rozmowy dotyczyły innych spraw. To, co czytała, słuchała, oglądała i jak zaczęła postrzegać świat – stało się inspiracją także dla mnie. Jako że spoglądam przez jej oczy, docierają do mnie rzeczy, które w innym wypadku nie trafiłyby do mnie. Oglądanie tego, co inspiruje rozmowy 13- czy 14-latków jest bardzo ciekawe. Jak dorastać z nienaruszoną wyobraźnią, jak jej nie zniszczyć – o tym opowiada ‚Rose Dover’.
Jest też „Trouble’s Lament”, przedziwna, południowa bluesowa piosenka, w której niezrównany głos Amos wyczarowuje obrazy „płomieni z języka szatana, które liżą pięty”.”Jako że urodziłam się w Karolinie Północnej, Południe USA podąża za mną, gdziekolwiek przebywam – mówi Amos – Nie potrafię pozbyć się go z mojego DNA. Nie wiem, czy to sprawa genów, ale przodkowie mojej matki wywodzą się z plemienia wschodnich Czirokezów. Mam to więc we krwi. To tak jakbyś słuchał ziemi przemawiającej do ciebie. I gdziekolwiek jestem, słyszę wołanie Południa.”
Południe USA powraca także na krótko w piosence „Giant’s Rolling Pin”. To błyskotliwa, dziarska satyra przypominająca układankę, która opowiada o sprawie demaskatora NSA Edwarda Snowdena; w piosence słyszymy również odniesienia do magicznych ciast dających moc poznania prawdy przygotowanych przez „Beth”, „Marlene i „Caroline”, trzy wyjątkowe kobiety, wzorowane na właścicielkach kawiarni niedaleko letniego domu Amos na Florydzie.
„Uwielbiam te kobiety! Patrzysz na nie spod okularów i myślisz, że w tej kuchni jest jakaś alchemia. Ich jedzenie po prostu dodaje ci skrzydeł!”W kwestii tego, jak rewelacje na temat masowego szpiegowania cywilnego społeczeństwa przez NSA wpłynęły na Amos, stwierdza, że odpowiedziała na nie w taki sposób, w jaki umiała.”Jako Amerykanin musisz wiele pytać, podobnie jako autor. Musisz myśleć, że prawdopodobnie wszyscy szpiegują, nie tylko z ramienia rządu. Jednak ciekawa jest ta ciuciubabka z Rosjanami, którzy cudownie traktują gejów i kobiety!” – komentuje z przekąsem wybór azylu przez Snowdena. „Nie jestem jednym z tych szalonych amerykańskich patriotów, ale jako autorka staram się być obiektywna. I myślę sobie: te rewelacje musiały się wydać, ale chyba niekoniecznie wszystkie. Kiedy wystawiasz na ryzyko życie innych, musisz zadać sobie pytanie – ‚Czy powinienem się posuwać aż tak daleko?’.
„Jest to zatem komentarz na te wszystkie tematy. Także na temat podatków – brak jest kontroli nad systemem podatkowym. Staram się nie opowiadać po żadnej ze stron pisząc coś takiego.”
Od polityki globalnej i instytucjonalnej do spraw osobistych i emocjonalnych – utwór „Oysters” to typowa fortepianowa ballada Amos, przywołująca na myśl jest ponadczasowy i rewolucyjny debiut z 1992 roku pt. Little Earthquakes.
„Odnoszę się tu do umiejętności przetrwania, i tego jak przeszłe rzeczy zostają z tobą. Doświadczenie z tobą zostaje. Musisz odnaleźć sposób, by z nimi działać; inaczej głosy w twojej głowie cię onieśmielą, sprawią, że w siebie zwątpisz. Powątpiewanie w siebie może być niebezpiecznym tyranem.”
Ta tematyka, dodaje, porozrzucana jest po całym albumie, który powstawał przez ostatnie kilka lat i został nagrany w Kornwalii z długoletnimi współpracownikami – Markiem Hawleyem i Marcelem van Limbeek – pracującymi z Amos „w trójkącie”.
Powrót gitar to tylko szczyt góry lodowej. Tori Amos, ukrywając się, skakała z krawędzi, rzucała światło na przeszłość, wychylała się zza kurtyny, współpracowała z muzykami i choreografami, pisarzami i kobietami, ale wróciła. Zmieniła się – jest szczęśliwsza, pełniejsza energii, pracowitsza. Następny ruch – światowa trasa koncertowa, 80 dat, tylko Amos i jej fortepian.
„Praca z tymi wszystkimi ludźmi pozwoliła mi dostrzec i usłyszeć niektóre sprawy w inny sposób. Przyglądanie się, jak inne kreatywne osoby podchodzą do tych spraw całkowicie zmieniło moje nastawienie” – rozpromienia się.
„W 2009 roku nie zdawałam sobie sprawy, że w 2014 będę miała tak świeże podejście do tworzenia i pracy. Współpraca nad musicalem z tymi wszystkimi ludźmi sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad strukturami. Na tym albumie skorzystałam z doświadczenia, które zdobyłam pisząc dla innych głosów i instrumentów.”
Nie musimy polegać tylko na słowie Amos. Główny doradca kreatywny płyty Unrepentant Geraldines dorzuca swoją opinię.
„Tash coś mi powiedziała: ‚Wiesz, twoje albumy, zawsze postrzegałam je jako pewne fazy, przez które przechodzisz – to mówi moja 13-letnia córka! – Ten to nie faza. Widzę na nim cząstki wszystkich twoich nagrań razem z rzeczami, których nigdy nie słyszałam, które pewnie pochodzą z musicalu. Zaczynasz pisać historie z punktu widzenia matki, 50-latki – a to dlatego że nie bałaś się żyć.”
Z całą swoją bystrością i rodzicielskim doświadczeniem, Tori Amos nie wyraziłaby tego lepiej.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s