The Light Princess – recenzje

AKTUALIZACJA: Dwie nowe recenzje – w tym jedna niezbyt przychylna.

Filmowo-muzyczno-teatralny portal Boycotting Trends zamieścił pierwszą recenzję musicalu „The Light Princess” autorstwa Jerry’ego Springera. Poniżej przetłumaczyliśmy co ciekawsze fragmenty. Pojawiły się również recenzje z innych źródeł. Uwaga na spoilery.

Użytkownik forum unforumzedspyk_

Koszty produkcji są niesamowicie wysokie i na pewno nikt na niej nie oszczędzał.

Mój pierwszy problem to odbiorcy. (…) Słowa są tak oczywiste i bez polotu, że graniczą z banałem; są tak ogólnikowe, że zdają się być skierowane do osób poniżej 10 roku życia (taką przynajmniej mam nadzieję).

Fabuła jest naprawdę przewidywalna, a żadna z piosenek nie dokłada się do niej, więc szybko się nudzi.

Muzyki miło się słucha, ale nie jest spójna jako ścieżka dźwiękowa musicalu. Tekstom brak bystrości i dynamizmu. Jest też potworny motyw nazywania wody ‚H2O’ (chyba dlatego, ze łatwiej wtedy o rym).

Ciężko mi to mówić, ale przedstawienie odpowiada wyobrażeniom ludzi, którzy dokuczali mi jako fanowi musicali w szkole.

My Feelings on Things

Nie jest idealny, ale ale to wspaniałe widowisko.

Amos wykonała nadzwyczajną pracę z muzyką. Jest ona w stlu Amos, ale też w style teatru muzycznego (…) Choć raczej nie opuszcza się teatru nucąc melodie, kompozycje są bardzo mocne. Podobnie jak obsada. (…) Jedynym słabym ogniwem dla mnie był Clive Rowe, jako Król. Jego rola jest szaleńczo wymagająca muzycznie, kiedy musi kroczyć na granicy komedii i patosy, co nie do końca mu się udaje. Wydaje mi się, ze to po części wina scenariusza, co powinno zostać naprawione podczas pokazów przedpremierowych.

Innym znaczącym problemem jest to, że spektakl jest bez wątpienia zbyt długi.

Kostiumy i scenografia są piękne i posiadają przejrzysty, zespalając je motyw przewodni.

Płeć księżniczki w zasadzie nie gra roli w fabule. Jest zarówno wojownikiem jak i przywódcą i bycie dziewczyną ani trochę jej nie przeszkadza.”

Boycotting Trends

„The Light Princess”, niesłychanie ambitna adaptacja baśni George’a MacDonalda z 1864 autorstwa Tori Amos i Samuela Adamsona, demonstruje po raz kolejny zaangażowanie Hytnera w kreatywny, nowoczesny teatr muzyczny.

Biorąc jedynie za punkt wyjścia historię młodej dziewczyny, na którą nie działają siły grawitacji, Amos, Adamson i Marianne Elliott (…) stworzyli niesamowicie mocną, świeżą, szczerą i śmieszną baśń feministyczną. Nie znajdzie się w niej ciotka – stara panna, rzucająca klątwę; zamiast tego – jak przystało na Amos – to ojcowie robią większe szkody.

Akcja zaczyna się w dwóch wojujących królestwach – Lagobel i Sealand, w których nastoletni dziedzice koron, księżniczka Althea i książę Digby radzą sobie ze śmiercią matek na zupełnie różne sposoby. Księżniczka – grana z zapierającą dech w piersiach pasją przez niesamowitą Rosalie Craig – staje się lżejsza od powietrza, co przedstawione jest jako motywowana psychologicznie droga wyjścia z bólu. Z drugiej strony, Digby (wspaniały Nick Hendrix – słodki głos w muskularnym ciele) w swym żalu staje się przygnębiony i poważny. Kiedy dwójka spotyka się w Dziczy, która oddziela ich krainy, zaczyna się romans, który nie zasłuży na przychylność ich ojców czy poddanych.

Elliott czyni produkcję kolejnym elektryzującym doświadczeniem „teatru totalnego”, który jest w równym stopniu nowatorski, co tradycyjny. Z jednej strony, piękne, animowane wprowadzenie nakreśla historię królestw; z drugiej, prosta płachta służy początkowo za jezioro, w którym kochankowie romansują.

Najzgrabniejszą [z lalek teatralnych] jest majestatyczny sokół Digby’ego – Zephyrus; najśmieszniejszą – różowa myszka, która ma swoje przyprawiające o mdłości pięć minut. Lekkość księżniczki przedstawiona jest dwojako – Craig faluje podtrzymywana albo przez druty, albo przez dłonie ubranych na czarno akrobatów.

Można obawiać się, że cała ta aktywność przyćmi fabułę. Tak się nie dzieje. Narracja jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach przez Amos i Adamsona, zarówno w kwestii tematyki, obrazów, jaki i metafor – a wszelkie elementy pozyskane przez Elliott wspomagają tę przejrzystą i ekspresywną historię.

Jest też muzyka. Zwinne, acz zdecydowane, rapsodyczne, zabawne i wojownicze kompozycje Amos tworzą wspaniały, czasem złożony, wymagający i wielowymiarowy, a czasem melodyjny podkład muzyczny. (…) Emocjonalny zakres artystyczny Amos zawsze zadziwiał. Potwierdza go tutaj ekscentrycznie uporządkowaną i różnorodną muzyką, która momentalnie, lecz płynie zmienia się z ostrego humoru na melancholię, z butnej agresji do najbardziej delikatnego lamentu. Z racji współpracy ze swym długoletnim znajomym – Johnem Philipem Shenale, który nadzorował orkiestracji, hojnie używając instrumentów smyczkowych i dętych, jak również – a jakżeby inaczej – fortepianu Bösendorfer, nie dziwi, że „The Light Princess” muzycznie najbliższa jest jej inspirowanemu muzyką klasyczną albumowi „Night of Hunters”. Jednak jest w niej coś całkiem świeżego i charakterystycznego – Amos nie spoczywa na laurach, ani nie powtarza się. Gdzieniegdzie są momenty poruszającego soulu i gospel, czy kwiecistego pop-rocka, ale wszystko jest spójne i organiczne.

W międzyczasie ujawnia się żonglerka słowna Amos – jej lubowanie się w grach słownych, aluzjach, asonansach i aliteracji. Piosenki rozpracowują prawdziwie skomplikowane emocje, a kiedy Digby śpiewa o indoktrynacji wierzeń ojca, słyszymy echo samej Amos – starającej się przedrzeć się przez opinie i oceny innych. Musical ma olśniewająco buntowniczego ducha, a także wymiar polityczny: „obowiązki” małżeństwa i monarchii – jako wyznaczniki siły patriarchatu – ciążą dziewczynie (i chłopcu).

Tych, dla których muzyka Amos znaczyła tak wiele przez lata, szczególnie poruszy jej sukces w tym zupełnie innym muzycznym formacie. Zdaje się jednak, że i ci, którzy nie są jej fanami, także znajdą coś dla siebie. „Ja nie latam, unoszę się” – przypomina wszystkim Althea. Ten spektakl lata i unosi się zarazem. To wielkie osiągnięcie wszystkich zaangażowanych, które zasługuje na to, by być granym przez długi czas.

The Play’s The Thing

Muzyka Amos, choć miejscami nieco powtarzalna, w tym spektaklu jest idealna. Nie przytłacza, jest równocześnie eteryczna i solidna, pozwalając każdej postaci na rozwój, a każdemu aktorowi na pokaz umiejętności.

Choć pierwsza część jest wyraźniej mocniejsza od drugiej, trzeba pamiętać, że są to wciąż pokazy przedpremierowe i możemy spodziewać się zmian.

Rosalie Craig jest olśniewająca jako księżniczka Althea, która większość przedstawienia spędza unosząc się. Craig musi być w niezwykle dobrej kondycji, mierząc się z wieloma wokalnie wymagającymi piosenkami w karkołomnych pozycjach.

To olśniewająco fajne przedstawienie, i jeśli otrzyma recenzje, na jakie zasługuje, odniesie sukces.

There Ought To Be Clowns

Inscenizacja jest pełna polotu, zahaczając o bardzie grimmowy świat ciemniejszych baśni.

Znajdziemy sporo romansu, cierpkiej komedii – inteligentne ciosy w politykę gender, jak również momenty mające zadowolić publikę.

Wizualnie przedstawienie jest również wielce nowatorskie – scenografia jest odważna, a ruch płynny.

Muzyczną przyjemnością jest usłyszenie utworów pisanych przez Amos dla mężczyzn po raz pierwszy.

Monkey Matters Theatre Reviews

Od czasu do czasu widzi się coś tak niespodziewanego, że zwala cię to z nóg. Nowy musical Tori Amos – tak tej od „From the Choirgirl Hotel” – powalił mnie wprost na kolana.

Nie ma nic prostego w tym musicalu. Od intensywnego, generowanego komputerowo scenorysu na początku do śmiesznych igraszek żywych kwiatów ze skaczącymi żabami w leśnym jeziorze – wszystko to tworzy bogaty i wystawny spektakl. Unosząca się księżniczka śpiewa, podtrzymywana i szybująca na stopach akrobatów, jest podnoszona i opada na ich plecach. Wstążki użyte są jak symbole uwięzienia, wymiotów i czystego erotyzmu. Reżyseria Marianne Elliott jest inspirująca i pełna akcji: nie ma pustego miejsca na scenie.

“The Light Princess” to powrót Tori Amos z przytupem. Scenografia Rae Smith jest przepiękna, a Martin Lowe dyryguje wspaniałą orkiestrą.

5 thoughts on “The Light Princess – recenzje

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s