10 Years’ Walk, cz. 2 (Gdzie jest Scarlet?)

Dziś drugi dzień jubileuszu Scarlet’s Walk. Zapraszamy do lektury wprowadzenia Neila Gaimana oraz napisanego przez niego fragmentu dziennika. Jutro coś dla uszu.

Wprowadzenie
Płyta jest o Ameryce –
to opowieść, będąca zarazem podróżą, która zaczyna się w Los Angeles
i przemierza kraj, powoli kierując się na wschód.
Jest w niej Ameryka, a także konkretne miejsca i rzeczy, historia rdzennych Amerykanów,
i pornografia, i dziewczyna w samolocie, który nigdy nie dotrze do Nowego Jorku,
i Oliver Stone, i Andrew Jackson, i szaleństwo, i wiele więcej.
Nie wspominając o dziewczynie zwanej Scarlet, która może być ziemią
i może być osobą, i może być strugą krwi.

Gdzie jest Scarlet?
Strony z dziennika, znalezionego w pudełku po butach, które ktoś zostawił w autokarze linii Greyhound gdzieś pomiędzy Tulsą w Oklahomie a Louisville w Kentucky.

Poniedziałek, 28.

Chyba podążam za Scarlet od dawna. Wczoraj byłam w Las Vegas. Przechodząc przez parking pod kasynem, znalazłam pocztówkę. Ktoś czerwoną szminką napisał na niej słowo. Jedno słowo: PAMIĘTAJ.

Na drugiej stronie pocztówki jest autostrada w Montanie.

Nie pamiętam, co mam pamiętać. Jestem w drodze, udając się na północ.

Wtorek, 29.

Jestem w Montanie, albo Nebrasce. Piszę to w motelu. Wiatr dmie za oknem, a ja piję czarną motelową kawę, dokładnie tak samo, jak będę ją piła jutro i pojutrze. W małym barze usłyszałam dziś, jak ktoś wymówił jej imię. – Scarlet jest w drodze – powiedział mężczyzna. Był z drogówki, ale zmienił temat, kiedy podeszłam i zaczęłam nasłuchiwać.

Mówił coś o czołowym zderzeniu. Zbita szyba połyskiwała na drodze jak diamenty. Zwracał się do mnie uprzejmie per „pani”.

Środa, 30.
– To nie praca cię załamuje – powiedziała kobieta. – To sposób, w jaki ludzie się gapią. Trzęsła się. Była zimna noc, a ona była lekko ubrana.

– Szukam Scarlet – odrzekłam.

Ścisnęła moją dłoń, a potem delikatnie dotknęła policzka. – Szukaj dalej, skarbie – odparła. – Znajdziesz ją, kiedy będziesz gotowa – po tym ruszyła ulicą.

Nie znajdowałam się w małym miasteczku. Może było to Saint Louis. Po czym rozpoznać Saint Louis? Szukałam jakiegoś łuku – czegoś, co połączyłoby Wschód z Zachodem, ale nawet jeśli tam był, nie znalazłam go.

Później przekroczyłam rzekę.

Czwartek, 31.
Dzikie jagody rosły na poboczu drogi. Czerwona nić zaplątała się w krzewy. Boję się szukać czegoś, co już nie istnieje. A może nigdy nie istniało.

Rozmawiałam dziś w kafejce na pustyni z kobietą, którą kiedyś uwielbiałam. Pracuje tam jako kelnerka od dawna.

– Wydawało mi się, że to ja jestem twoim celem – powiedziała – ale jestem chyba tylko kolejnym przystankiem w trasie.

Nie mogłam powiedzieć nic, co polepszyłoby sytuację. I tak mnie nie słyszała. Powinnam była zapytać, czy wie, gdzie jest Scarlet.

Piątek, 32.
ŚNIŁAM o Scarlet w nocy. Była ogromna i nieokrzesana; polowała na mnie. We śnie wiedziałam, jak wygląda. Kiedy się obudziłam, byłam w samochodzie dostawczym, zaparkowanym na poboczu. Jakiś mężczyzna świecił na mnie latarką przez okno. Zwrócił się do mnie na „pan” i poprosił o dowód osobisty.

Powiedziałam mu, kim wydaje mi się, że jestem i kogo szukam. Zaśmiał się tylko i odszedł, kręcąc głową. Nucił piosenkę, której nie znam. Wyruszyłam na południe, jadąc aż do rana. Czasem boję się, że to już obsesja. Ona chodzi. Ja jeżdżę. Dlaczego jest zawsze tak daleko przede mną?

Sobota, 1.
Znalazłam pudełko po butach, w którym będę trzymać rożne rzeczy. W McDonaldzie w Jacksonville zjadłam ogromnego hamburgera z serem i czekoladowym shakiem; rozłożyłam wszystko z pudełka przed sobą na stoliku: czerwoną nić z krzewu jagodowego; pocztówkę; zdjęcie z Polaroida, które znalazłam na ugorze porośniętym koprem zaraz obok Sunset Boulevard. Widać na nim dwie dziewczyny szepczące jakieś tajemnice; mają rozmyte twarze. Kasetę; błyszczący proszek w buteleczce, który dostałam w Waszyngtonie; strony, które wyrwałam z książek i gazet; żeton z kasyna; ten dziennik.

– Kiedy umrzesz – mówi ciemnowłosa kobieta przy sąsiednim stoliku – mogą z ciebie zrobić diamenty. To nauka. Chcę, by tak mnie zapamiętano. Chcę błyszczeć.

Niedziela 2.
Drogi, którymi podążają duchy są rozpisane na ziemi starożytnymi słowami. Duchy nie jeżdżą drogami międzystanowymi. One chodzą. Czy za tym podążam? Czasem zdaje mi się, że patrzę jej oczyma. Czasem czuję, że ona patrzy moimi.

Jestem w Wilmington, w Północnej Karolinie. Piszę to na opustoszałej plaży, kiedy słońce błyszczy na morzu – czuję się tak samotna.

Naprawimy to po drodze. Prawda?

Poniedziałek, 3.
Byłam w Baltimore i stałam na chodniku podczas lekkiego jesiennego deszczu, zastanawiając się, dokąd zmierzam. Chyba widziałam Scarlet w samochodzie, jadącą ku mnie. Była pasażerem. Nie widziałam jej twarzy, ale miała rude włosy. Kobieta prowadząca samochód (mały pick-up) była gruba i szczęśliwa; miała długie, czarne włosy. Jej skóra była ciemna.

Spałam tej nocy w domu nieznajomego mężczyzny. Kiedy się obudziłam, powiedział: – Ona jest w Bostonie.

– Kto?

– Ta, której szukasz.

Zapytałam, skąd wie, ale nie chciał powiedzieć. Po chwili poprosił, bym wyszła, i bardzo szybko to zrobiłam. Chcę do domu. Gdybym wiedziała, gdzie to jest, poszłabym. Zamiast tego wyruszam w dalszą drogę.

Wtorek, 4.
Przechodząc przez Neward w południe, widziałam szczyty Nowego Jorku, przybrudzone ciemnym pyłem unoszącym się w powietrzu, który burza naznaczyła nocą. To mógł być koniec świata.

Zdaje mi się, że świat skończy się czarno-biało, jak stary film. (Włosy czarne jak węgiel, złotko, skóra biała jak śnieg). Może dopóki mamy kolory, możemy funkcjonować. (Usta czerwone jak krew, wciąż staram się nie zapomnieć).

Dotarłam do Bostonu wczesnym wieczorem. Zaczęłam jej szukać w lustrach i odbiciach. Są dni, że pamiętam, kiedy biali ludzie przybyli na tę ziemię i kiedy czarni ludzie dobrnęli do brzegów w łańcuchach. Pamiętam, kiedy czerwoni ludzie przyszli na tę ziemię – była wtedy młodsza.

Pamiętam, kiedy ziemia była sama.

– Jak możesz sprzedać matkę? – to powiedzieli pierwsi ludzie, kiedy poproszono ich o sprzedaż ziemi, po której chodzili.

Środa, 5.
Przemówiła do mnie wczoraj w nocy. To na pewno była ona. Przechodziłam obok budki telefonicznej w Metairie, w Los Angeles. Telefon zadzwonił – odebrałam.

 –Wszystko w porządku? – zapytał głos w  słuchawce.

– Kto mówi? – odparłam. – Może masz zły numer.

– Możliwe – odpowiedziała. – Ale wszystko w porządku?

– Nie wiem – powiedziałam.

– Wiem, że cię kochają – odrzekła. Wiedziałam, że to ona. Chciałam jej powiedzieć, że też ją kocham, ale odłożyła już słuchawkę. To była ona. Była tam tylko przez chwilkę. Możliwe, że to była pomyłka, ale nie wydaje mi się.

Jestem blisko. Kupuję pocztówkę od bezdomnego na chodniku, który handluje różnymi rzeczami i piszę na niej szminką: PAMIĘTAJ, żebym już nie zapomniała. Zaczyna wiać wiatr i porywa ją, więc póki co będę musiała iść dalej.

Źródło: Tourbook Scarlet’s Walk

4 thoughts on “10 Years’ Walk, cz. 2 (Gdzie jest Scarlet?)

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s